Wakacyjne kleryków opowieści cz. I

„Na początku było słowo” – bodajże najbardziej rozpoznawalna sentencja
Pisma Świętego. Nie jestem pewien, czy wśród ogromu wdzięcznych włoskich
słów najpospolitsze „Ciao!” ma równie rozpoznawalnych rywali. Jak podaje
Wikipedia, pallotyni objęli swą działalnością duszpasterską wszystkie zamieszkałe
kontynenty, lecz bezwzględnym nieruchomym sercem Stowarzyszenia był i
pozostaje Rzym. Braci w konsekracji pallotyńskiej jest blisko 2.500, ale
Kustoszem Charyzmatu jest tylko jeden – Święty Wincenty Pallotti. A zatem
Włochy, Rzym, Kościół Świętego Zbawiciela na fali.

Miesięczny kurs języka włoskiego na Papieskim Uniwersytecie Urbaniane
obejmuje 80 godzin i szczyci się przydomkiem Intensywny. Osobiście, tym
słowem opisałbym cały mój pobyt w sercu Kościoła Rzymskiego. To nie tylko
wytężona nauka języka i dzielenie słów na już nauczone i jeszcze nieznane; to
także nauka chodzenia śladami Założyciela, chociaż i z różańcem w ręku, to
jednak z głową nie pochyloną jeszcze, wszak widzi się te budynki i miejsca po raz
pierwszy. To w końcu intensywna szkoła pokory i uprzytomnienie, że w Kościele
nie ma pierwszych, są tylko następcy; naśladowcy Apostołów, a przez nich
naśladowcy Chrystusa, Apostoła Ojca przedwiecznego.
Zatem na początku było słowo – właściwie słowa – i saluti, czyli
pozdrowienia. Ufam, że dokończę kurs z wdzięcznością: Bogu i ludziom, dzięki
którym tu się znalazłem.

Pavel Kazlouski